.
No i wyszłam za mąż :) nie dociera to trochę do mnie, ale może powoli.
Dobrze jest. Naprawdę jest dobrze :)
Oby tak dalej.
No to chyba się żegnam już na stałe :) Papa :)
matematyczna wystukała o 10:31:09 2009-07-15
skomentuj (2)
dobrze :)
No cóż... Dawno nie pisałam i w sumie chyba nie wrócę do pisania, ale skoro jeszcze nie skasowali...
Ja tylko chciałam poinformaować że się zaręczyłam :) I wszystko idzie ku dobremu - mam nadzieję. M. jest cudowny i oby mnie dalej kochał choć ja nie wiem co On we mnie widzi ;).
A. sobie dał spokój a raczej przerzucił swoje uczucia na inny obiekt :P i dobrze jemu też się coś od życia należy :D
Tak więc tym optymistycznym akcentem żegnam na razie :)
Jak do ślubu nie skasują to napiszę ze był :D
matematyczna wystukała o 13:51:40 2007-12-28
skomentuj (1)
.
To wszystko jest za trudne...
ruff endz - "if I was the one" - zasłuchuję się tym i dobijam :(
Bo jak mężczyzna mówi że chce tylko żebym była szczęśliwa, to już coś znaczy. Jak ja mogłam być taka ślepa przez 3 lata? I po co on mi wogóle to mówił
matematyczna wystukała o 15:06:54 2007-05-23
skomentuj (2)
od przybytku...
Bo jak byłam sama i potrzebowałam mężczyzny żeby mnie przytulił i zebym się poczuła dowartościowana to mnie żaden nie chciał. A kurcze, jak znalazłam wreszcie swojego Kogoś, zakochałam się i jestem szczęśliwa, to nagle co chwila jakiś chętny znajduje. Wiem to pewnie właśnie przez to że ja uwierzyłam że się komuś mogę spodobać. Ale naprawdę to nie był mój cel. Ja to chyba powinnam chodzić z transparentem: "Mam cudownego chłopaka - Michała i nie chcę zmieniać tego stanu rzeczy". Beznadziejnie jest być po tej stronie, zawsze to ja się nieszczęśliwie zakochiwałam i myślałam że wtedy jest najgorzej, a guzik prawda. Gorzej jest jak komuś się spodobasz bo wtedy co nie zrobisz to będzie źle. Idiotyzm.
I to jeszcze do tego A. którego bym nigdy o coś takiego nie podejrzewała, głównie z tego względu że byłam przekonana że ma dziewczynę - ale się dowiedziałam że mam nieaktualne informacje... Głupio się czuję bo mi nikt jeszcze czegoś takiego bezpośrednio nie powiedział (nie licząc Michała ale to jest inna historia). Nie lubię tak... Buu...
matematyczna wystukała o 16:05:33 2007-05-15
skomentuj (2)
Nijak
Zawsze odkąd pamiętam jedną z moich największych obaw był strach przed byciem nijakim. Pewnie wzięło się to stąd że jakoś nigdy nie miałam konkretnego hobby. Nie to, żebym się niczym nie interesowała. Lubiłam czytać, słuchać muzyki, uwielbiałam matematykę :-) Ale jakoś nie miałam takiej pasji która by mnie całkowicie pochłaniała. a starałam się ją znaleźć bardzo, ale jakoś nie wychodziło. Co więcej miałam i mam nadal problem z określeniem moich "ulubionych" rzeczy. Jaka jest twoja ulubiona piosenka, ulubiony film, ulubiona potrawa, ulubiony kolor... Nienawidzę nadal takich pytań, bo ja po prostu nie mam ulubionych rzeczy. A raczej mam ale jest to bardzo szeroki zbiór. I między innymi dlatego za wszelką cenę chciałam się jakoś określić, mieć coś co by mnie wyróżniało, w czym byłabym inna. I chyba mi się to udało, bo teraz jak się tak zastanowić to jest wiele rzeczy w których jestem delikatnie mówiąc nietypowa. Choć teraz już mi na tym tak nie zależy (przestałam się aż tak bardzo przejmować tym co myślą inni). Ale kiedyś to wcale nie było łatwe, bo kłóciły się we mnie dwie sprawy: chęć nie bycia nijakim i chęć akceptacji przez innych. Ta druga również bardzo silna bo byłam strasznie zakompleksionym stworzonkiem i pewnie nadal trochę jestem :-) Więc to moje "wyróżnianie się" było bardzo delikatne i stopniowe, ale skuteczne ;-P Już pod koniec liceum, zauważyłam taki mały szczegół że ubieram się inaczej niż większość dziewczyn z mojego otoczenia. Na pierwszy rzut oka pewnie by nikt nie zauważył ale jednak. Przykładowo jako jedyna nie mam i nie chcę mieć glanów. Nie żebym coś miała przeciwko nim, na kimś mi się nawet podobają, ale nie na mnie :-P Nawet teraz kiedy odkryję że jestem w czymś inna to się cieszę. Ale teraz to ja wogóle we wszystkim jestem inna, naprawdę to że wokół mnie sami faceci są bardzo mi pomogło. Nawet się garbić przestałam. Nie wiem czemu, ale tak jakoś mam, że się bardziej stresuję tym jak wyglądam w towarzystwie kobiet niż meżczyzn, pewnie jakaś dziwna jestem. A co za tym idzie, skoro się nie stresuję, to jestem pewniejsza siebie. Eh głupoty zaczynam pisać :-))
Dobranoc
matematyczna wystukała o 00:43:09 2006-04-12
skomentuj (2)
Ona wam ucieknie, czyli dlaczego na egzamin ustny przychodzić w mini ;)
Egzamin z PP na szczęście już od pewnego czasu należy do przeszłości (jak wszystkie inne z zimowej sesji zresztą :)), ale całkiem niedawno się dowiedziałam o ciekawym epizodzie z niego.
Tytułem wprowadzenia:
Jest to jeden z tych egzaminów o którym krążą legendy, które zresztą potwierdzały statystyki tegoroczne (pierwszy dzień egzaminu - wynik 11:1 dle dr. K :/). Egzamin jest ustny, 3 pytania losuje się za pomocą dwóch kostek k10.
A teraz właściwa historia:
Tak się złożyło że Bartek który wchodził kilka osób po mnie wylosował jedno z pytań na które ja też odpowiadałam. I coś mu nie bardzo szło, ale walczył dzielnie ;). I w pewnym momencie dr. K. do niego:
- A Pani Ania miała to samo pytanie co Pan i prawie dobrze na nie odpowiedziała ... Pani Ania to taka mądra inteligentna ładna kobieta... Ona wam kiedyś ucieknie...
Gdy mi to opowiedzieli po raz pierwszy, to chyba z 5 minut zajęło mi opanowanie śmiechu :D Taaaa... to teraz już wiem dlaczego 4.5 dostałam ;) Niewyjaśniona pozostaje kwestia dlaczego i gdzie niby mam uciec.
Jako pointę dodam tylko że nadal mam zajęcia z dr. K., tym razem jednak także ćwiczenia więc obawiam się że jego opinia o mojej rzekomej inteligencji może ulec weryfikacji... :P
matematyczna wystukała o 10:11:38 2006-03-02
skomentuj (1)
tranzystory i inne badziewia ;)
Tak to jest jak się człowiek za dużo półprzewodników uczy.
Wczoraj kazałam Lilce zamknąć bramkę* bo mi zimno... (o okno mi chodziło tak kwoli wyjaśnienia ;)). Dobrze że jej jeszcze nie kazałam spolaryzować zaporowo...
Czy ja się już powinnam leczyć?
* dla mniej zorientowanych: bramka to jest jedna z elektrod pewnego tranzystora
matematyczna wystukała o 12:17:31 2006-02-11
skomentuj (1)
..
Dwa egzaminy już do przodu, co prawda na 3.0 tylko ale liczy się że zdane ;) Jeszcze jeden został. Na niego się nawet nie nastawiam że zdam w pierwszym terminie, bo delikatnie mówiąc ten przedmiot jest trochę porąbany. No ale nie ma się czym przejmować akurat ten egzamin większość prędzej czy później zdaje (to że to zazwyczaj jest później to już inna sprawa ;) ), przynajmniej tak wynika z opowiadań ludzi ze starszych lat. Ale dość o studiach bo to nieciekawy temat jest, zwłaszcza w sesji.
Z M. już wszystko ok a nawet bardziej niż ok, czyli norma :-)
Ja naprawdę zaczynam się utwierdzać w przekonaniu że się o pareset za późno urodziłam. Bo wtedy większość kobiet w moim wieku to już miało rodziny, dzieci i wogóle to już był taki wiek w którym się pasowało ustatkować (jak to mówi Bartek już tylko fundusz emerytalny i trumna ;-)). A ja jak już pisałam zresztą wcale bym nie miała nic przeciwko temu. Nie wiem może to jakiś taki głupi okres teraz mam że mi się instynkt macierzyński odzywa, czy co... A jeszcze na u nas na piętrze w akademiku mieszka małżeństwo z taką małą córeczką, Weroniką na oko tak 1-1,5 roku. Chyba jej sie nasz pokój spodobał bo często do nas przychodzi. Taka fajna jest... Aż by się chciało mieć swoje ;) Ja wiem że dzieci są najfajniejsze jak są czyjeś i się nie trzeba nimi zajmować, ale mimo wszystko... :-))
matematyczna wystukała o 22:47:07 2006-02-08
skomentuj (0)
.
Małe spięcie z M. miałam dzisiaj. Wiem że nam przejdzie za parę dni ale mimo to nie lubię tak, zresztą kto lubi. Ja go w sumie nawet rozumiem że jest zazdrosny ale... A zresztą nie ważne.
Ostatnio mi jakoś czas za szybko ucieka. Nie wiem jakoś nie czuję tego że już mam tyle lat ile mam i że już powinnam być dorosła czy coś w tym stylu. Boję się tej dorosłości jak ognia. Ja jestem okropnie nieporadne stworzenie i wiem o tym doskonale i dlatego właśnie bym chciała żeby M. mi pomógł czasami, a najcześciej to właśnie na odwrót jest. No dobra jestem niesprawiedliwa ale to dlatego że jeszcze trochę zła jestem.
A żeby nie było tak pesymistycznie:
Lilka(moja współlokatorka) rozmawia z Dawidem (jej chłopak):
L: Ale to co Ci się właściwie stało z tym komputerem?
D: No ja Ci nie jestem w stanie tak fachowo powiedzieć co mu się stało...
L: a tak nie fachowo?
D: A tak nie fachowo to go szlag trafił ;-)
matematyczna wystukała o 01:50:32 2006-01-30
skomentuj (1)
dawno juz mnie nie było
Tak jakoś przez przypadek weszłam to dzisiaj i stwierdziłam że napiszę coś, a nuż ktoś jeszcze zagląda czasami.
Żyję sobie spokojnie jak na razie, starając się jak mogę żeby nie stracić tej resztki wiary w to że świat jest piękny a ludzie dobrzy. Chociaż mi samej to ostatnio nie bardzo wychodzi, ale się staram ;)
Mieszkam teraz w pokoju z dziewczyną kolegi z grupy. Nawet nie ma p[oważniejszych spięć jak w tamtym roku. Jest tylko jedno ale.. bo ona jest teraz na 1 roku i jeszcze tkwi w błędnym przekonaniu że wszystkiego się można nauczyć. I czasami jest wkurzająca trochę przez to :-)) No ale w sumie jakby u nas egzamin polegał na przetłumaczeniu z angielskiego paru stron w domu i nauczeniu się tych paru stron, to też by się wszystko dało zdać bez problemu :) A wogóle jakich się oni głupot na tej ekonomicznej uczą... My się też zresztą głupot uczymy no ale jednak mniejszych w moim skromnym przekonaniu.
A tak wogóle to mamy teraz 18,5 C w pokoju bo mamy chyba okna nieszczelne czy co... No normalnie nam wczoraj zawiasy przy onkie zamarzły. Taka fajna warstweka lodu była. i siedzę poowijana w koc. Miejmy nadzieję że uszczelnianie którego dokonałam przed chwilą ( ;-D ) coś pomoże. Niby już tak nie wieje od nich no ale zimno jest dalej.
Ostatnio doszłam do wniosku że gdybym tylko mogła to bym te całe studia w cholerę rzuciła, za mąż wyszła, dzieci urodziła i dałoby mi to pewnie więcej satysfakcji niż ta nauka. Ale niestety nie mogę bo za coś trzeba żyć, a żeby mieć za co żyć to z reguły trzeba mieć albo jakiś papierek potwierdzający że się coś umie albo dużo szczęścia. Eh, ja jestem jakaś dziwna. Nie chcę żadnygo równouprawnienia, żadnego feminizmu, ani nic z tych rzeczy. Ja chcę siedzieć w domu i obiad gotować. Wiem że to dziwnie brzmi zwłaszcza że sama się wepchałam na wybitnie męski kierunek i wychodziłoby na to że sobie sama przeczę. Ale nie... Ja studiuję to co studiuję tylko dlatego że do niczego innego się tak naprawdę nie nadaję (nie jestem co prawda pewna czy się do tego nadaję no ale..). Jak to kiedyś koledze powiedziałam to stwierdził że mężczyźni potrzebują takich kobiet. Ciekawe... Jak na razie M. nie narzeka, co mnie bardzo cieszy ;-)
matematyczna wystukała o 11:34:11 2006-01-23
skomentuj (2)
.
No i wyszłam za mąż :) nie dociera to trochę do mnie, ale może powoli.
Dobrze jest. Naprawdę jest dobrze :)
Oby tak dalej.
No to chyba się żegnam już na stałe :) Papa :)
matematyczna wystukała o 10:31:09 2009-07-15
skomentuj (2)
dobrze :)
No cóż... Dawno nie pisałam i w sumie chyba nie wrócę do pisania, ale skoro jeszcze nie skasowali...
Ja tylko chciałam poinformaować że się zaręczyłam :) I wszystko idzie ku dobremu - mam nadzieję. M. jest cudowny i oby mnie dalej kochał choć ja nie wiem co On we mnie widzi ;).
A. sobie dał spokój a raczej przerzucił swoje uczucia na inny obiekt :P i dobrze jemu też się coś od życia należy :D
Tak więc tym optymistycznym akcentem żegnam na razie :)
Jak do ślubu nie skasują to napiszę ze był :D
matematyczna wystukała o 13:51:40 2007-12-28
skomentuj (1)
.
To wszystko jest za trudne...
ruff endz - "if I was the one" - zasłuchuję się tym i dobijam :(
Bo jak mężczyzna mówi że chce tylko żebym była szczęśliwa, to już coś znaczy. Jak ja mogłam być taka ślepa przez 3 lata? I po co on mi wogóle to mówił
matematyczna wystukała o 15:06:54 2007-05-23
skomentuj (2)
od przybytku...
Bo jak byłam sama i potrzebowałam mężczyzny żeby mnie przytulił i zebym się poczuła dowartościowana to mnie żaden nie chciał. A kurcze, jak znalazłam wreszcie swojego Kogoś, zakochałam się i jestem szczęśliwa, to nagle co chwila jakiś chętny znajduje. Wiem to pewnie właśnie przez to że ja uwierzyłam że się komuś mogę spodobać. Ale naprawdę to nie był mój cel. Ja to chyba powinnam chodzić z transparentem: "Mam cudownego chłopaka - Michała i nie chcę zmieniać tego stanu rzeczy". Beznadziejnie jest być po tej stronie, zawsze to ja się nieszczęśliwie zakochiwałam i myślałam że wtedy jest najgorzej, a guzik prawda. Gorzej jest jak komuś się spodobasz bo wtedy co nie zrobisz to będzie źle. Idiotyzm.
I to jeszcze do tego A. którego bym nigdy o coś takiego nie podejrzewała, głównie z tego względu że byłam przekonana że ma dziewczynę - ale się dowiedziałam że mam nieaktualne informacje... Głupio się czuję bo mi nikt jeszcze czegoś takiego bezpośrednio nie powiedział (nie licząc Michała ale to jest inna historia). Nie lubię tak... Buu...
matematyczna wystukała o 16:05:33 2007-05-15
skomentuj (2)
Nijak
Zawsze odkąd pamiętam jedną z moich największych obaw był strach przed byciem nijakim. Pewnie wzięło się to stąd że jakoś nigdy nie miałam konkretnego hobby. Nie to, żebym się niczym nie interesowała. Lubiłam czytać, słuchać muzyki, uwielbiałam matematykę :-) Ale jakoś nie miałam takiej pasji która by mnie całkowicie pochłaniała. a starałam się ją znaleźć bardzo, ale jakoś nie wychodziło. Co więcej miałam i mam nadal problem z określeniem moich "ulubionych" rzeczy. Jaka jest twoja ulubiona piosenka, ulubiony film, ulubiona potrawa, ulubiony kolor... Nienawidzę nadal takich pytań, bo ja po prostu nie mam ulubionych rzeczy. A raczej mam ale jest to bardzo szeroki zbiór. I między innymi dlatego za wszelką cenę chciałam się jakoś określić, mieć coś co by mnie wyróżniało, w czym byłabym inna. I chyba mi się to udało, bo teraz jak się tak zastanowić to jest wiele rzeczy w których jestem delikatnie mówiąc nietypowa. Choć teraz już mi na tym tak nie zależy (przestałam się aż tak bardzo przejmować tym co myślą inni). Ale kiedyś to wcale nie było łatwe, bo kłóciły się we mnie dwie sprawy: chęć nie bycia nijakim i chęć akceptacji przez innych. Ta druga również bardzo silna bo byłam strasznie zakompleksionym stworzonkiem i pewnie nadal trochę jestem :-) Więc to moje "wyróżnianie się" było bardzo delikatne i stopniowe, ale skuteczne ;-P Już pod koniec liceum, zauważyłam taki mały szczegół że ubieram się inaczej niż większość dziewczyn z mojego otoczenia. Na pierwszy rzut oka pewnie by nikt nie zauważył ale jednak. Przykładowo jako jedyna nie mam i nie chcę mieć glanów. Nie żebym coś miała przeciwko nim, na kimś mi się nawet podobają, ale nie na mnie :-P Nawet teraz kiedy odkryję że jestem w czymś inna to się cieszę. Ale teraz to ja wogóle we wszystkim jestem inna, naprawdę to że wokół mnie sami faceci są bardzo mi pomogło. Nawet się garbić przestałam. Nie wiem czemu, ale tak jakoś mam, że się bardziej stresuję tym jak wyglądam w towarzystwie kobiet niż meżczyzn, pewnie jakaś dziwna jestem. A co za tym idzie, skoro się nie stresuję, to jestem pewniejsza siebie. Eh głupoty zaczynam pisać :-))
Dobranoc
matematyczna wystukała o 00:43:09 2006-04-12
skomentuj (2)
Ona wam ucieknie, czyli dlaczego na egzamin ustny przychodzić w mini ;)
Egzamin z PP na szczęście już od pewnego czasu należy do przeszłości (jak wszystkie inne z zimowej sesji zresztą :)), ale całkiem niedawno się dowiedziałam o ciekawym epizodzie z niego.
Tytułem wprowadzenia:
Jest to jeden z tych egzaminów o którym krążą legendy, które zresztą potwierdzały statystyki tegoroczne (pierwszy dzień egzaminu - wynik 11:1 dle dr. K :/). Egzamin jest ustny, 3 pytania losuje się za pomocą dwóch kostek k10.
A teraz właściwa historia:
Tak się złożyło że Bartek który wchodził kilka osób po mnie wylosował jedno z pytań na które ja też odpowiadałam. I coś mu nie bardzo szło, ale walczył dzielnie ;). I w pewnym momencie dr. K. do niego:
- A Pani Ania miała to samo pytanie co Pan i prawie dobrze na nie odpowiedziała ... Pani Ania to taka mądra inteligentna ładna kobieta... Ona wam kiedyś ucieknie...
Gdy mi to opowiedzieli po raz pierwszy, to chyba z 5 minut zajęło mi opanowanie śmiechu :D Taaaa... to teraz już wiem dlaczego 4.5 dostałam ;) Niewyjaśniona pozostaje kwestia dlaczego i gdzie niby mam uciec.
Jako pointę dodam tylko że nadal mam zajęcia z dr. K., tym razem jednak także ćwiczenia więc obawiam się że jego opinia o mojej rzekomej inteligencji może ulec weryfikacji... :P
matematyczna wystukała o 10:11:38 2006-03-02
skomentuj (1)
tranzystory i inne badziewia ;)
Tak to jest jak się człowiek za dużo półprzewodników uczy.
Wczoraj kazałam Lilce zamknąć bramkę* bo mi zimno... (o okno mi chodziło tak kwoli wyjaśnienia ;)). Dobrze że jej jeszcze nie kazałam spolaryzować zaporowo...
Czy ja się już powinnam leczyć?
* dla mniej zorientowanych: bramka to jest jedna z elektrod pewnego tranzystora
matematyczna wystukała o 12:17:31 2006-02-11
skomentuj (1)
..
Dwa egzaminy już do przodu, co prawda na 3.0 tylko ale liczy się że zdane ;) Jeszcze jeden został. Na niego się nawet nie nastawiam że zdam w pierwszym terminie, bo delikatnie mówiąc ten przedmiot jest trochę porąbany. No ale nie ma się czym przejmować akurat ten egzamin większość prędzej czy później zdaje (to że to zazwyczaj jest później to już inna sprawa ;) ), przynajmniej tak wynika z opowiadań ludzi ze starszych lat. Ale dość o studiach bo to nieciekawy temat jest, zwłaszcza w sesji.
Z M. już wszystko ok a nawet bardziej niż ok, czyli norma :-)
Ja naprawdę zaczynam się utwierdzać w przekonaniu że się o pareset za późno urodziłam. Bo wtedy większość kobiet w moim wieku to już miało rodziny, dzieci i wogóle to już był taki wiek w którym się pasowało ustatkować (jak to mówi Bartek już tylko fundusz emerytalny i trumna ;-)). A ja jak już pisałam zresztą wcale bym nie miała nic przeciwko temu. Nie wiem może to jakiś taki głupi okres teraz mam że mi się instynkt macierzyński odzywa, czy co... A jeszcze na u nas na piętrze w akademiku mieszka małżeństwo z taką małą córeczką, Weroniką na oko tak 1-1,5 roku. Chyba jej sie nasz pokój spodobał bo często do nas przychodzi. Taka fajna jest... Aż by się chciało mieć swoje ;) Ja wiem że dzieci są najfajniejsze jak są czyjeś i się nie trzeba nimi zajmować, ale mimo wszystko... :-))
matematyczna wystukała o 22:47:07 2006-02-08
skomentuj (0)
.
Małe spięcie z M. miałam dzisiaj. Wiem że nam przejdzie za parę dni ale mimo to nie lubię tak, zresztą kto lubi. Ja go w sumie nawet rozumiem że jest zazdrosny ale... A zresztą nie ważne.
Ostatnio mi jakoś czas za szybko ucieka. Nie wiem jakoś nie czuję tego że już mam tyle lat ile mam i że już powinnam być dorosła czy coś w tym stylu. Boję się tej dorosłości jak ognia. Ja jestem okropnie nieporadne stworzenie i wiem o tym doskonale i dlatego właśnie bym chciała żeby M. mi pomógł czasami, a najcześciej to właśnie na odwrót jest. No dobra jestem niesprawiedliwa ale to dlatego że jeszcze trochę zła jestem.
A żeby nie było tak pesymistycznie:
Lilka(moja współlokatorka) rozmawia z Dawidem (jej chłopak):
L: Ale to co Ci się właściwie stało z tym komputerem?
D: No ja Ci nie jestem w stanie tak fachowo powiedzieć co mu się stało...
L: a tak nie fachowo?
D: A tak nie fachowo to go szlag trafił ;-)
matematyczna wystukała o 01:50:32 2006-01-30
skomentuj (1)
dawno juz mnie nie było
Tak jakoś przez przypadek weszłam to dzisiaj i stwierdziłam że napiszę coś, a nuż ktoś jeszcze zagląda czasami.
Żyję sobie spokojnie jak na razie, starając się jak mogę żeby nie stracić tej resztki wiary w to że świat jest piękny a ludzie dobrzy. Chociaż mi samej to ostatnio nie bardzo wychodzi, ale się staram ;)
Mieszkam teraz w pokoju z dziewczyną kolegi z grupy. Nawet nie ma p[oważniejszych spięć jak w tamtym roku. Jest tylko jedno ale.. bo ona jest teraz na 1 roku i jeszcze tkwi w błędnym przekonaniu że wszystkiego się można nauczyć. I czasami jest wkurzająca trochę przez to :-)) No ale w sumie jakby u nas egzamin polegał na przetłumaczeniu z angielskiego paru stron w domu i nauczeniu się tych paru stron, to też by się wszystko dało zdać bez problemu :) A wogóle jakich się oni głupot na tej ekonomicznej uczą... My się też zresztą głupot uczymy no ale jednak mniejszych w moim skromnym przekonaniu.
A tak wogóle to mamy teraz 18,5 C w pokoju bo mamy chyba okna nieszczelne czy co... No normalnie nam wczoraj zawiasy przy onkie zamarzły. Taka fajna warstweka lodu była. i siedzę poowijana w koc. Miejmy nadzieję że uszczelnianie którego dokonałam przed chwilą ( ;-D ) coś pomoże. Niby już tak nie wieje od nich no ale zimno jest dalej.
Ostatnio doszłam do wniosku że gdybym tylko mogła to bym te całe studia w cholerę rzuciła, za mąż wyszła, dzieci urodziła i dałoby mi to pewnie więcej satysfakcji niż ta nauka. Ale niestety nie mogę bo za coś trzeba żyć, a żeby mieć za co żyć to z reguły trzeba mieć albo jakiś papierek potwierdzający że się coś umie albo dużo szczęścia. Eh, ja jestem jakaś dziwna. Nie chcę żadnygo równouprawnienia, żadnego feminizmu, ani nic z tych rzeczy. Ja chcę siedzieć w domu i obiad gotować. Wiem że to dziwnie brzmi zwłaszcza że sama się wepchałam na wybitnie męski kierunek i wychodziłoby na to że sobie sama przeczę. Ale nie... Ja studiuję to co studiuję tylko dlatego że do niczego innego się tak naprawdę nie nadaję (nie jestem co prawda pewna czy się do tego nadaję no ale..). Jak to kiedyś koledze powiedziałam to stwierdził że mężczyźni potrzebują takich kobiet. Ciekawe... Jak na razie M. nie narzeka, co mnie bardzo cieszy ;-)
matematyczna wystukała o 11:34:11 2006-01-23
skomentuj (2)
|
|
|
Designed by
Nesca 2004
szablon-nesca
|